Wilgoć i chłód, bagno i smutek, tak można określić męczącą zimę, która odpuszczając na koniec rozścieliła kałużę wody tuz obok przedsionka jakby nas przeganiając w inne....nowe
Zima w moich progach byłą długa, ciężka i lepka jak smoła. Siedziała w kątach izdebki, karmiąc się mrokiem i zapachem wosku z mojej świecy. Przesiadywałam zgarbiona na łóżku popijając zieloną herbatę i oczekując w nadziei pierwszych promieni słonecznych, ale zamiast nich pewnego poranka ujrzałam ogromna kałużę wody, która rozpościerała się daleko utrudniając wyjście z przyczepy.
Miałam naprawdę dość tego miejsca i dość tej zimy, która zasypała nas śniegiem a potem otoczyła jeziorem smutku.
W nagłym przypływie złości poprosiłam o zmianę miejsca na jakieś położone wyżej bo obawiałam się że topniejący śnieg podpłynie pod przedsionek. To byłby najgorszy scenariusz. Jednego dnia otrzymałam zgodę a następnego przeprowadziliśmy się w nowe miejsce. Uff jaka ulga
Pierwsza czerwona noc w nowym miejscu
Staliśmy znacznie bliżej toalet i kuchni, przestaliśmy owijać się wieloma warstwami ubrania żeby dotrzeć do ubikacji i mogliśmy zdjąć kalosze.
Nastała jakaś cisza, cudowna kojąca cisza. Pierwsze noc dała nam wytchnienie, uspokoiła nasze myśli i obniżyła poziom stresu.
Po kilku dniach mogłam wrócić do swoich zajęć i planować kolejne tygodnie.
Przyroda zaczęła się budzić, ptaki pięknie śpiewać, powróciły żurawie, mewy zaczęły głośno krzyczeć nad morzem , cała cisza ustała.
Zrobiła miejsce wiośnie, w której wszystko tętni życiem. PO dwóch tygodniach nie juz zliczyć ile dżwieków słyszę w ciągu dnia, od porannych skowronków, poprzez południowe trele aż po nocne pieśni kosa. Tak bardzo mi tego brakowało, teraz żadna minuta nie jest cicha , moje serce się obudziło, pogoda sprzyja tworzeniu i zwyczajnie chce się żyć.
Niebo zrobiło się błękitne, nabrzeżne miejscowości ożyły , pojawiło się więcej spacerujących ludzi a morze juz nie straszy szarością i ciemnymi falami ale złagodniało jak mój nastrój. W ciągu pogodnego dnia błyszczy się niczym brylantami na powierzchni wody a to sprawiło, że znów mogę je oglądać z chęcią jaką miałam kilka miesięcy temu. Na polach pojawiła się zieleń.
Mój przedsionek także odżył, z ciemnego i ponurego rozjaśniał i wydaje się większy
Każdego ranka wstaję, robię kawę i wychodzę tutaj aby pobyć sama. Jest przyjemnie ciepło i jasno.
Za tydzień będą święta, kolorowe i wiosenne, uwielbiam te święta za atmosferę i kolory żółci, zieleni oraz błękitnego nieba , a za kilka tygodni nadejdzie czas pakowania naszych rzeczy i ruszymy w dalszą drogę, mam nadzieję że bardziej stałą.
Chcemy zatrzymać się na kempingu, na którym mieszkaliśmy ostatnie 3 lata na okres letni, potem byłaby szansa zamieszkania tam zimą w małym domku zwanym ,,stugą,,Nie planujemy już zimować w przyczepie choć nie jest to wykluczone. Wolelibyśmy zaoszczędzić przyczepie wilgoci pochodzącej z gotowania, chcemy mieć pralkę i łazienkę na wyłączność bez wychodzenia na dwór. Mąż źle znosi chłody a jego kości od razu się odzywają.
Przeszliśmy wiele, każdy z nas miał coś do przerobienia w tych surowych warunkach, ale też radość z zakończenia tych spraw oraz wyjścia z nich jest potężna i daje siłę. Jeśli przetrwasz ogień, potem jesteś mocniejszy i inaczej patrzysz na kolejne trudności. Często poziom tych trudności nagle spada i rozwiązujesz je szybko i bez uszczerbku na zdrowiu.
Nawet najtwardsza zmarzlina musi pęknąć gdy słońce zaczyna mówić prawdę
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Masz ochotę zamienić słowo o szlaku, ziołach lub życiu w wozie, Skreśl kilka słów poniżej, każda opowieść wędrowca jest u mnie mile widziana.